Zbieranina tematów

Wpisy

  • wtorek, 22 marca 2016
    • Czy jestem szczęśliwa?

      Pewien magazyn skomponował grafikę, na której to widniało 10 sposobów na szczęśliwe życie. Gdybym na niej opierała swoje szczęście wyszła by ze mnie mega szczęśliwa kobieta. Bo przecież codziennie dużo się uśmiecham, dużo śpię, jestem osobą wdzięczną za różne aspekty życia, staram się to wdzięczność przemieniać na pomoc innym. Jestem w miarę moich możliwości aktywna poprzez ćwiczenia i spacery z psem. Dbam o rozwój duchowy za sprawą medytacji. Relaksuje się w trakcie podróży czy spotkań z bliskimi. Pomijam już w ogóle fakt mieszkania blisko pracy, bo w sumie to w niej mieszkam. Jestem naprawdę szczęśliwą osobą. Nic mi w życiu wg tegoż magazynu więcej do szczęścia nie trzeba. A jednak nie jest tak do końca.

      Praca - sprawia dużo przyjemności, satysfakcji i inne bla bla zalety, ale ma też wiele minusów. Własna działalność wymaga większego zaangażowania niż praca na etacie. Co chwila mnożą się problemy, kontrole i inne nieprzychylne wiatry, które nie pozwalają osiąść na spokojnym morzu. Ale to może też jest jakaś zaleta bo na pewno nie jest wtedy nudno :)

      Rodzina - cieszę się w gruncie rzeczy, że z nimi nie mieszkam. Teraz nasze relacje są lepsze. Każdy robi co chce i nie muszę tego widzieć, co za tym idzie denerwować się na różne zachowania domowników. Niestety przeprowadzić musiałam się z mężem, a on potrafi napaskudzić w naszych stosunkach i nie mówię tu wcale o łóżku. To jest chyba największy minus wspólnej pracy. Ciężko się porozumieć bez kłótni. Czasem gdy coś Go przytłacza, przelewa falę złości na mnie. Kiedyś miałam to gdzieś, ale jakoś zaczyna mi brakować sił na przyjmowanie ataków, które są bezsensowne. Tworzenie problemów tam gdzie ich nie ma, zamiast włożenie energii w coś co jest ważniejsze w tym momencie jest kłopotem dla naszego związku. Różne zachowania wytępiłam w Jego czasem dziwnym charakterze lecz tego nie potrafię. Jest chyba zbyt mocno zakorzenione i wpajane od dzieciństwa. Bo ojciec zawsze wyżywał się na matce za kłopoty, problemy, niepowodzenia. Dla mnie jest to dziwne i nie zrozumiałe, bo skoro jesteśmy rodziną, mającą wspólny interes to dlaczego nie jesteśmy jedną drużyna na dobre i złe? Dlaczego w trudnych chwilach nie ma wsparcia zamiast kłótni. Tego nie wiem, ale może kiedyś naprostuje ten dziwny nawyk. Może jakieś drastyczne metody będą potrzebne - tego nie wiem.

      Są też inne rzeczy, które mnie trapią. Słabe zdrowie, brak pieniędzy, za krótka doba, brak duchowego aspektu życia, nadpobudliwy pies (mimo, że bardzo go kocham to czasem mam go dość,  a teraz te 40kg śpi na mojej ręce, która zaraz mi odpadnie, chyba myśli że jest yorkiem:).

      Mnóstwo problemów tworzy nasze życie, powodują one brak uczucia szczęścia. I zestawienia sposobów na szczęście stworzone nawet przez najlepszych psychologów nie będą uniwersalne i w całości zgodne z naszym życiem czy oczekiwaniami co do jego wyglądu.

      To wszystko nie oznacza, że w ogóle jesteśmy nieszczęśliwi. Mamy dobre chwile i nie wiem jak Wy, ale ja miałam wiele takich momentów, w których chciałam zatrzymać życie i uznałam, że jest to czas dla mnie szczęśliwy. Większość układa się po mojej myśli a drobne problemy nie mają znaczenia. Tego też wszystkim życzę. Żeby dostrzegać miejsca, w których jest się szczęśliwym, duże problemy szybko rozwiązać a małymi się nie przejmować :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      free_malinka88
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 marca 2016 14:41
  • czwartek, 10 marca 2016
    • Dzień Kobiet

      Minął już dzień kobiecej chwały :) wiele mi powie, że nie lubią tego komunistycznego święta, ale w większości przypadków to takie małe kłamstewko, bo która z nas nie lubi rozpieszczania? Kwiatek, czekoladka a może jeszcze coś innego zawsze sprawia nam przyjemność. Inne powiedzą, że takie traktowanie powinno się odbywać cały rok i owszem, ale nie codziennie będziemy dostawać kwiaty.

      Miło nam po prostu kiedy ktoś o nas pamięta, no chyba że tak nie jest. A mi zdarzyła się taka sytuacja, bo od strony mojego męża nie jestem traktowana jako kobieta, tak to przynajmniej wygląda. Mój mąż co roku w ten jeden dzień bierze kwiaty i jedzie do mam (tzn. mamy i teściowej), babć, cioć i szwagierki. Czasem bierze ze sobą braci by i oni złożyli życzenia z okazji święta kobiet. I w tym momencie pojawia się jakiś klops bo jeżdżę z nimi a od kilku lat nikt o mnie nie pamięta. Nawet głupi telefon czy wiadomość na portalu społecznościowym byłaby miła. Dziwne i niezbyt przyjemne, że mają to w poważaniu, ale mam nadzieję, że to sobie kiedyś odbiję. Pewnie będzie to z mojej strony czysta złośliwość, ale cóż.

      Jest też drugie oblicze Dnia Kobiet. Kobiety dla kobiet też mogą robić sobie przyjemności. Tak też i ja postanowiłam zorganizować mały babski wypad. W większości postanowiłyśmy, że idziemy na dyskotekę z pokazem przystojniaków, nic zdrożnego, wygłupy, śmiechy i troszkę procentów. Z góry był ustalony temat a kiedy spotkałyśmy się na mieście, jedna z koleżanek (co prawda nie moich, tylko na doczepkę) wielce obrażona, że na dyskotekę ona nie pójdzie bo tam same dzieci były - tak chyba standardowo mówią stare panny...

      Poszłyśmy każda się dobrze bawiła tylko ona stała w kącie obrażona na cały świat, że mimo umówionego tematu imprezy, nie zmieniłyśmy zdania i nie poszłyśmy na kawę przy której mogłybyśmy poplotkować. Nuda a tu wszystkie chciały się rozerwać i wyluzować.

      Jednak nie taki Dzień Kobiet przyjemny jak go malują. Nie zawsze wiąże się z przyjemnością, zdarza się obraza i złość, może przykrość.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      free_malinka88
      Czas publikacji:
      czwartek, 10 marca 2016 16:18
  • środa, 02 marca 2016
    • Przyjaźń na wagę złota

      Nie wiem czy to życie, czy może coś innego, ale to co się dzieje w naszych żywotach jest nie raz niepojęte. Zaskakuje nas na każdym kroku, nigdy nie wiemy co czeka na nas za kolejnym życiowym zakręcie. A to jest wspaniałe :)

      Wiadomo, że czasem splot wydarzeń może nas przybić, ale za chwile pojawiają się chwilę dla których przyziemne codzienne problemy przestają mieć znaczenie. Może będę męcząca
      i monotonna, ale sens życia nadaje pomaganie innym. Nawet w zły dzień, nic tak nie buduje jak świadomość, że ma się kogoś na kim można się oprzeć i pocieszyć złamane serce czy skołatane nerwy. Taki Kubuś Puchatek w dorosłym życiu. U niego zawsze nie ważne co by się działo zawsze mógł liczyć na przyjaciół. Każdy z nich wnosił w życie Puchatka inne wartości, a dzięki temu jego życie okazało się pełne i kolorowe. Problemy nie były ogromne a radzenie sobie z nimi jakoś przychodziło o wiele łatwiej.

      Pamiętam, jak kiedyś czułam brak przyjaźni. Na moje szczęście się myliłam :) Mam przyjaciół naprawdę dużo, jednak mój błąd, zbyt wysokie wymagania i ogólna ślepota nie pozwoliły mi tego zauważyć. Może też za bardzo ukryłam w sobie własne problemy. Nie wiem. Wiem jedno, zawsze ludziom okazywałam wsparcie, teraz to widzę, że nie umiałam go odbierać. Nie umiałam słuchać i podnieść się na kogoś ramieniu.

      A teraz pomagam koleżance, która ma niską samoocenę, nie wie czym jest szczęście własne i nie jest egoistką. Każdy powie, że dobrze, ale jeśli samemu się nie jest szczęśliwym to nie można pomóc innym by sprawiało nam to przyjemność.

      P.S. Prawdziwy przyjaciel powinien mówić prawdę bo szczerość jest niezwykle ważna :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      free_malinka88
      Czas publikacji:
      środa, 02 marca 2016 20:58
  • czwartek, 01 października 2015
    • Technologia nas kiedyś zgubi

      Zapomniałam telefonu. Normalnie nie miałoby to znaczenia gdy były by to bardziej odległe czasy. Był tylko stacjonarny i mało kto nosił ze sobą telefon komórkowy. Dla własnej wygody ma go prawię każdy. Z jednej strony jest to wielkie ułatwienie. Aktualnie na telefonie masz dostęp do wszystkiego rozkładów jazdy pociągów, przepisów czy konta bankowego. Nie musisz tracić czasu tylko włączasz transfer i na bieżąco załatwiasz potrzebne sprawy. Gorzej jest jeśli zgubisz swoją komórkę, zapomnisz lub zniszczysz. Wtedy dzieje się tragedia, nie możesz nikogo powiadomić o tym co się dzieje. Tracimy w pewien sposób niezależność będąc pod stała kontrolą.

      Kiedyś ludzie umawiali się na daną godzinę, w danym miejscu. Zdarzały się spóźnienia, ale rzadziej ktoś odwołał spotkanie. Dziś jest to naturalne, umawiamy się na miliony spotkań. Polegając na przypomnieniu ustawionym w telefonie. Ustawienie nie przypomni nam o spotkaniu więc i automatycznie my o nim nie pamiętamy. Dostajemy smsa od oczekującego na nas znajomego i mamy trzy opcje: odpisać, że się zapomniało, ale dwie minuty i już będę, odpisać, że się zapomniało i nie da rady się przyjechać albo co gorsze, że źle się czujemy lub coś nieprzewidzianego się stało i nie dotrzemy na umówione spotkanie.

      Życie niesamowicie pędzie, postęp technologiczny ma nam pomóc i za zwyczaj taka rolę spełnia w naszym życiu. Niestety nic nie ma samych plusów. Pojawiają się również minusy w postaci wydatków, nietrwałości sprzętu bo przecież często wraz z zakończeniem okresu gwarancyjnego nagle nasz sprzęt się niszczy. Jesteśmy narażeni na wirusy czy kradzież danych z naszych super urządzeń. Kogoś znanego może podsłuchują.

      Kiedyś zepsutą część dało się szybko i nawet we własnym zakresie naprawić, dziś lepiej kupić nową część bo niejednokrotnie naprawa jest skomplikowana i wymaga specjalnej wiedzy wciąż nadążającej za postępem technologicznym. Może kiedyś i my sami staniemy się ofiarami technologi. Możliwe, że już nimi jesteśmy nie potrafiąc się obejść bez telefonu czy komputera.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      free_malinka88
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 października 2015 12:16
  • poniedziałek, 21 września 2015
    • Polska gościnność

      W świetle bieżących wydarzeń nie wyglądamy na zbyt gościnnych i miłych, aczkolwiek rozumiem tę obawę przed nieznanym, być może nawet zagrożeniem. Nie umiem sama się do tego ustosunkować bo to jest bardzo ciężki temat. Dla niektórych są tylko czarne i białe barwy. Ja widzę też mnóstwo odcieni szarości. Z jednej strony uważam, że pomoc jest potrzebna, ale z drugiej strony boję się jak to wpłynie na nasz kraj i na nas samych. 

      Jednak nie ten rodzaj gościnności mnie niepokoi, a raczej ten z którego tak słyniemy. Wydaje mi się, że zwrot "polska gościnność" jest mocno nadwyrężony. Nie wiem czy jest temu winien wirtualny świat, czasy w których żyjemy czy nasza podkreślana indywidualność. Nie wiem co wpływa na to, że nie jesteśmy otwarci na ludzi, na naszych znajomych czy rodzinę.

      Patrząc na moich rodziców, strasznie się dziwię. Zawsze miałam przed oczyma obraz fajnych, nowoczesnych ludzi. Kiedyś spotykali się ze znajomymi, chodzili na potańcówki. Teraz jedynie raz może dwa na rok spotykają się z bliską rodzina taty i tyle. Z dalszą nie mamy wiele kontaktu, czasem może przy grobach 1 listopada się spotkamy. Nie zapraszają nikogo, bo nikt ich nie zaprasza i tak w koło Macieju.

      Zapraszając do nas na weekend koleżankę, usłyszałam słowa jakich nigdy się nie spodziewałam. Było mi głupio, jakich mam ograniczonych w tym temacie rodziców. Nawet nie spytałam czy nie będą mieć nic przeciwko jak ona przyjdzie do nas na Wigilię bo znam odpowiedź. Nie ważne, że ona będzie siedziała sama w domu w ten dzień. Nie ważne, że puste miejsce przy stole jest właśnie dla takiej osoby jak ona. Przykre to jest i również jest to wyrazem ogromnej hipokryzji. Bo tak wielcy chrześcijanie chyba nie tak powinni postępować. Większość ludzi ma niestety takie podejście, ale wiem, że są ludzie naprawdę gościnni, chociaż została ich garstka.

      Na szczęście jednak są tacy dla których nie będzie to żadną przeszkodą, rodzina mojego męża, nie raz powiem na nich coś niewłaściwego, ale nigdy nie odmówię im gościnności i miłości do drugiego człowieka. Przyjmą każdego z otwartymi rękami i to jest niezwykłe w dzisiejszych czasach. Nie oczekując niczego w zamian, cieszy ich radość tej drugiej strony.

      Jest się czym chwalić :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      free_malinka88
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 września 2015 11:27
  • poniedziałek, 31 sierpnia 2015
    • Człowiek w masce

      Często z mężem prowadzimy taka małą sprzeczkę czy ludzie się zmieniają czy tylko pokazują prawdziwe oblicze. On uważa, że owszem się zmieniają będąc podatnym na różne czynniki zewnętrze. Człowiek dostosowuje się do zaistniałej sytuacji i adaptuje się do otoczenia. Oczywiście to prawda. Tylko ja wciąż widzę środek człowieka i mimo wszystko uważam, że jeśli ktoś ma wrodzone, naturalne cechy nie jest w stanie ich całkowicie wymazać a co za tym idzie nie zmienia się.

      Czasem natura człowieka jest uśpiona. Mamy przyjaciółkę od piaskownicy. Zawsze o wszystkim rozmawiałyście, miałyście wspólne plany i podobne spojrzenie na świat. Z czasem jednak gdy zaczęłyście wkraczać w dorosłe życie zobaczyłaś, że ona jest jakaś inna, obca, podobna do jej matki. Mimo, że wydawała Ci się inną osobą naprawdę była taka sama jak matka. Wcześniej jednak było to ukryte pod dziecięcą dobrocią i innymi pozytywnymi cechami, które niesie z sobą dzieciństwo.

      Bywa, że przebieramy się w owczą skórę. Młody mężczyzna, w pracy miły i sympatyczny. Służy radą, jest wzorem a kiedy trzeba skutecznie rozładowuje atmosferę w pracy. Jednak kiedy przekracza próg domu zrzuca skórę niewinnej owieczki i staję się wilkiem. Poniża swoją żoną, rozliczą z wykonanych prac i daję kieszonkowe kiedy jest wszystko zrobione. Z każdym kolejnym dniem posuwa się w coraz ciemniejsze zakamarki swojej ponurej duszy. W najlepszym wypadku ona po prostu, gorzej jak nie wytrzyma i zrobi sobie coś złego. A wtedy każdy zada sobie pytanie: dlaczego do tego doszło? Przecież to taki miły facet. A może ona miała problemy psychiczne? Pojawi się mnóstwo pytań i zero odpowiedzi.

      Studentka prawa, ładna, zgrabna manipulatorka. Ma mnóstwo masek. Dla każdego środowiska inna. W męskim otoczeniu jest modliszką. Pierwsze wabi, później flirtuje, oddaje siebie i zabija partnera. Może nie dosłownie, ale na pewno jego portfel i duma ledwo żyją. Na studiach i pracy miła, sympatyczna, sumienna jak jej nie kochać. Zawsze uśmiechnięta, ale nikt nie wie jaka jest naprawdę. Znajomi widzą ją jako imprezowiczkę i równą babkę, ale kiedy zdejmuję tę maskę jest wyrodną matką, która zapomina, że ma dziecko. Bez maski występuje tylko w domu. Rodzina i sąsiedzi wiedzą, że jest zdolna do wszystkiego. Wiedzą wszystko o wyzyskiwanych i zdradzanych chłopakach oraz o znęcaniu i wtrąceniu ojca do więzienia, tuż po tym jak zabrała jego ostatnie pieniądze.

      Ludzie się nie zmieniają. Czasem ukrywają swoją naturę pod maskami, wodzą nas za nos, czasem nawet wstydzą się swojego charakteru, próbują go zamaskować, ale ludzie się nie zmieniają. Mam jednak nadzieję, że poprzez pracę nad sobą ludzie ujawnią to lepszą swoja część. Wytłumiając przy tym to co złe i naganne.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      free_malinka88
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 sierpnia 2015 10:21
  • wtorek, 25 sierpnia 2015
    • Kolejny rok

      I znów jestem o rok starsza. Od kiedy zdałam sobie z tego sprawę zrozumiałam, że teraz już jest jak z porami roku. Aktualnie zmieniłam czas a życia zaczyna ubywać. Do tego czasu wydawało mi się ze lat mi przybywa, rozwijam się i dążę do pewnego efektu. Teraz zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę do niczego konkretnego nie dążyłam. Nic wielkiego nie osiągnęłam. Nie stoję twardo na ziemi a czas zaczyna uciekać.

      Kiedyś gdy byłam młodsza myślałam, jak większość osób o domu, rodzinie w pełnym wymiarze i stałej pracy. Aktualnie tylko dom został moim punktem docelowym. Wyobrażenie o rodzinie mocno się zmieniło. Nie chce mieć dzieci a przynajmniej własnych, chce adoptować. Aktualnie jestem na etapie męża i psa i jest mi dobrze. Nie czuje potrzeby spłodzenia potomka. Wydaje mi się, że jest to przereklamowane. Podobnie jest z pracą. Nie chce takiej, w której będę spędzać 40 godzin tygodniowo i dostanę za nią najniższą krajową o ile w ogóle dostanę umowę. Chyba wolę radzić sobie sama, powoli przestaję liczyć na innych. Zaktualizowałam swoje plany i marzenia, spojrzenie na rzeczywistość i bliskich.

      W połowie dnia mam pełno życzeń na portalu społecznościowym. Może "życzeń" to zbyt mocno powiedziane. Bardziej to informacja o tym, że ktoś zobaczył przypomnienie o urodzinach znajomego. Zazwyczaj to slogany typu "sto lat", "najlepsze życzenia", "spełnienia marzeń". Nie kryją się za tym żadne emocje, chęci pożyczenia komuś czego faktycznie dobrego. Z drugiej jednak strony, nikt nie jest do tego zobowiązany i wysłanie takiego małego zdania jest miłe dla oka. Troszkę w tym wszystkim śmieszy mnie społecznościowy savoir vivre jeśli tak mogę to nazwać. Za każde "życzenia" trzeba podziękować lajkując post a na koniec dnia dziękując we własnym poście za życzenia. 

      Wyłączyłam kiedyś opcję przypomnienia o urodzinach i nie zdziwiło mnie, że znajomi nie wiedzieli nawet o urodzinach, ale zasmuciło mnie, że bliscy o nich zapomnieli. Dlatego wolę jednak włączyć tą żałosną imitację pamięci o bliskich, żeby usłyszeć kilka miłych słów w dzień swoich urodzin. Nowoczesność nas zjada więc zamiast z nią walczyć, milej posłuchać czy zobaczyć na tablicy napisane kilka słów.

      Jeszcze jedną rzecz dały mi do myślenia dzisiejsze urodziny. Muszę spuścić z tonu. Może wtedy będę szczęśliwsza i nie będę tyle wymagać od innych. A moje największe szczęście dobry mąż i głupkowaty pies zawsze będą przy mnie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      free_malinka88
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 sierpnia 2015 12:56
  • wtorek, 18 sierpnia 2015
    • Wakacyjne zniesmaczenie

      Piękna pogodna, klima w sklepie włączona i co chwilę wchodzą nowi klienci. I dobrze, tylko wtedy moje oczy płaczą. Wchodzą panowie, bez koszulki afiszujący się ze swoim brzuchem, który mam wrażenie, że za chwile pęknie pod naporem piwa w środku. Niedobrze mi od takiego widoku, dodatkowo za chwilę wkracza żonka w zwykłym, codziennym staniku, z którego wszystko się wylewa. Chciałam jeszcze zobaczyć czy Pan czasem nie włożyła skarpetek do sandałów, ale nie dałam rady doszczętnie zepsuć sobie dnia. Dobrze, że chociaż miał krótkie spodenki bo kąpielówek bym już nie zniosła. Wziął kilka zgrzewek piwa i stojąc przy kasie drapał się po tym owłosionym baniaku. Oby nic z tego buszu nie wyskoczyło... Panie też nie są lepsze. One również lubią paradować w skąpych strojach. Aczkolwiek jakby jest ich nieco mniej rozebranych poza plażą.

      Nie jest to jedyny przypadek. Większość ludzi tak paraduje po ulicach, sklepach czy nawet restauracjach. Wydaje im się to oczywiste, że jak jest ciepło to należy jak najbardziej się rozebrać. Co w moim mniemaniu budzi wstręt. Na szczęście nie jest to tylko moja opinia. Zasady dobrego zachowania wręcz nakazują, no dobra sugerują, ale jeśli ktoś nie stawia ich jako podstawowych zasad, to są one dla niego nienaturalne.

      Niestety ten proceder prezentowany jest również za granicą. Spotkałam się nawet kilka razy z upomnieniem Polaków siedzących w restauracji by się odziali bo jest to niesmaczne dla pozostałej klienteli. Rodacy wielce oburzeni jedni zakładali koszulki i kontynuowali jedzenie inni oburzeni wychodzili bo jak śmie, ktoś zwracać im uwagę.

      Zasady dobrego wychowania jak widać wielu nie są znane. A tak poza wakacyjnym ubiorem to również ohydne jest mlaskanie oraz siorbanie. Nienawidzę tego z całego serca. Podobno umiłowanie do szeroko rozumianej wolności bierze się poprzedniego zniewolenia i zachłyśnięcia się wolnością. Ale czy to pozwala nam się zachowywać inaczej niż proponują nam pewne normy?

      Zapomnieliśmy, że jesteśmy ogółem i nie tylko trzeba zwracać uwagę na własną swobodę, ale tak samo by ta swoboda nie ograniczała innych. Ciężko w tym miejscu nie wspomnieć o temacie na topie czyli "parawaningu" - ogradzanie się i tworzenie własnego nadmorskiego królestwa by czasem ktoś inny nie mógł wypocząć jest śmieszne albo wiecie co to już nie jest śmieszne to żenada. Do tego głośna muzyka z telefonu, palenie papierosów, darcie gęby a nawet załatwianie się na plaży jest moim "ulubionym" rodzajem wypoczynku. Szkoda, że nie mieszkam nad morzem. Codziennie rano spacerowałabym po plaży zbierając parawany i oddając do biura rzeczy znalezionych. Ale na szczęście tam nie mieszkam i nie muszę tym denerwować :D

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      free_malinka88
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 sierpnia 2015 15:44
  • poniedziałek, 10 sierpnia 2015
    • Tatuaże: szpecą czy ozdabiają??

      Przyszedł klient do sklepu i pyta się dlaczego teraz wszyscy mają tatuaże. No właśnie dlaczego, a może dlaczego nie skoro ludziom się to podoba więc dlaczego mają tego nie robić. Nikt ich do tego nie zmusza. No chyba że tzw. "gimbazę", ale myślę bardziej o ludziach dorosłych, którzy sami podejmują decyzję.

      Tatuaż nie jest wyłącznie nowoczesną formą, wcześniej nosili je głównie plemienni wojowniczy, z czasem był to symbol przestępców, ale i marynarzy czy wojskowych. Kobieta z tatuażem była nie do pomyślenia, na szczęście z czasem się to widocznie zmieniło.

      Atrament pod skórą nie jest już tylko zwykłym obrazkiem, ale bywa i dziełem sztuki. Niektóre są przepięknymi motywami, portretami czy abstrakcyjnymi malowidłami. Magia kolorów oraz faktur daje nieznane możliwości. Wiadomo też nie od dziś że tanie mięso psy jedzą, więc jeśli cena jest mega okazjonalna przemyślmy kilka razy możliwość zrobienia sobie czegoś co nie zniknie po miesiącu. Nie mówię też żeby płacić krocie bo wydatek na tatuaż może nie być adekwatny z umiejętnościami osoby wykonującej. Najlepiej dobrze to przemyśleć i pooglądać galerię wykonawcy.

      Ja od długiego już czasu byłam zafascynowana tatuażami. Szukałam wzorów i zastanawiałam się czy do mnie pasuje. Nie wiedziałam czy to coś boli, bo jedni mówili, że tak inni, że nie. Miałam dużo za i przeciw bo to jednak będzie ze mną długi czas. Dodatkowo nie wiem czy znalazłabym pracę bo jak wiadomo, nie wszędzie jest to akceptowane. Co mnie troszkę dziwi, bo uważam to za dyskryminację. Przyjmujemy pracownika, z jego doświadczeniem, możliwościami i przydatnością na danym stanowisku pracy, a nie czy ma on tatuaż czy nie. Z drugiej strony każdy zatrudnia kogo chce. Ich wola. Miejmy nadzieję, że to się zmieni i ludzie będą cenili wewnętrzne aspekty a nie zewnętrzne.

      Czasem ludzie uważają osoby wytatuowane za złe. Co nie ma nic wspólnego z charakterem. Mam znajomych, którzy są mocno "wydziarani" a jednak tworzą naprawdę rewelacyjną rodzinę. Dzieci są wychowywane w duchu tolerancji, dobra i miłości. Są cudowni mimo ozdób na ciele.

      Tatuaż to nieraz coś więcej niż ozdoba. Niejednokrotnie to znaczenie, piętno czy miłość. Coś co nas określa. Portrety dzieci czy ukochanych. Przywiązanie do klubu sportowego czy muzycznego. Wielbienie swojej ukochanej pasji czy znak, który ma być przypomnieniem czy drogowskazem życiowym. Mam taki jeden, który ma dla mnie ogromne znaczenie. Jest to staroafrykański symbol oznaczający naukę na błędach, nowy początek. Mój mąż ma identyczny, a w momencie kłótni kiedy w gniewie zdejmę obrączkę on zostanie i przypomni mi co jest ważne. Może to błahe i płytkie, a może to jakiś sposób by coś wyznaczało nam granicę.

      Mam w planach jeszcze kilka, bo chcąc nie chcąc jest to uzależniające i nawet prośby rodziców nie wpłyną na moją decyzje. A co z pytaniem jak będę wyglądała na starość?? Będę odjechaną babcią :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      free_malinka88
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 sierpnia 2015 11:58
  • środa, 05 sierpnia 2015
    • E + T + T = możliwe kłopoty

      Ten temat kojarzy się nam tylko z jednym - wakacje. Każdy wyjeżdża gdzie chce, gdzie go stać lub gdzie jeździ co roku. Symbolem luksusu są wczasy zagraniczne, szczególnie dla starszej grupy ludzi. Co jednak nie raz wychodzi taniej niż zwykle wczasy nad Morzem Bałtyckim. Tanim odpowiednikiem wczasów są kierunki takie jak Egipt, Tunezja czy Turcja. W tym pierwszym byłam kilka lat temu, kiedy to jeszcze było tam w miarę spokojnie. Niestety nie zachwycił mnie ten kraj, gdyż poza hotelem nie ma nic ciekawego do roboty. Na każdym kroku zaczepianie, nachalne sprzedawanie. A żeby odwiedzić historyczne miejsca trzeba spędzić wiele godzin w autobusie a chwilowe zwiedzanie o ile można to tak nazwać.

      W sumie jednak nie chce pisać o moich spostrzeżeniach na temat odpoczynku w Egipcie, jak bardziej odpoczynku z dozą emocji delikatnie mówiąc (pisząc). Byłam w kraju islamskim w momencie, kiedy nie mówiło się o przewrotach egipskich czy zamachach terrorystycznych na kurorty wakacyjne. Wydawało nam się wtedy, że nie mogą atakować turystów, skoro jest to dochodowy interes. Jednak obecnie sytuacja ta się zmieniła. Nie atakuje się strategicznych miejsc a wszystko co popadnie. Co gorsza oni nie tylko zabijają innowierców w imię świętej wojny lub innych dziwnych "ideałów" lecz godzą w interesy swoich rodaków. Z każdym kolejnym atakiem liczba turystów będzie maleć, aż w końcu zostaną pozamykane hotele, gdzie pracę starci mnóstwo ludzi. Lecz jakie by wyciągać argumenty, ich sposób myślenia jest zupełnie inny i nie zrozumiały dla nas.

      Co jednak bardziej mnie dziwi, to fakt, że mimo zamachów i rozrób, turyści nadal chętnie odwiedzają te miejsca. Nie wiem czy udają, że nie ma zagrożenia czy wydaje im się, że przecież komu jak komu, ale im na pewno nic się nie stanie. Jadą całymi stadami z nadzieją, że ich nikt nie będzie atakował. Różne są w tej sprawie komentarze turystów. Jedni podnoszą kwestię wykupienia wczasów w ofercie first minute, co daje niższą cenę w środku sezonu. Niektóre biura podróży proponują zmianę miejsca pobytu lecz tu w trakcie sezonu cena znacznie wzrasta, więc nie maja wielkiego pola do popisu jeśli nie dysponują dodatkową gotówką. Maja wtedy dwie opcje lecieć i ryzykować lub zostać w domu i nie mieć nic z wakacji. Często jednak w grę wchodzi wyłącznie pierwsza opcja, z cichym głosem w głowie "a nóż się uda". Inna grupa ludzi w ogóle nie bierze do siebie przestróg i mimo wszystko pakują walizki i lecą.

      Niektórzy jednak zastanawiają się czy w umowach dot. wakacji w wyżej wymienionych państwach nie powinno być formułki o wyjeździe na własną odpowiedzialność. Z jednej strony to rozumiem, bo jeśli ktoś wykupił wycieczkę last minute, dobrze znając sytuację w danych krajach, to rozumie również zagrożenie jakie tam występuję i godzi się na to. Więc jeśli coś mu się stanie nie powinien zgłaszać skarg do organizatora wycieczki. Z drugiej jednak strony skoro biuro podróży ma nadal w ofercie takie kierunki to i ono powinno liczyć się z zagrożeniem. Więc w sumie w tej sprawie obie strony będą mieć trochę winy jeśli "odpukać" coś się stanie. Gorzej jest z klientami, którzy wykupili dawno temu wycieczkę, dla tych powinna zostać przygotowana specjalna oferta. Z pewnością nie w tej samej cenie bo w środku sezonu to niemożliwe, lecz nieznacznie droższą, by klient mógł zainteresować się alternatywą.

      Jest to trudny spór do rozstrzygnięcia. Tanie wakacje kontra niepokój, nie jest przynajmniej dla mnie odpowiednim rozwiązaniem. Nie mam ochoty ryzykować, by tylko poleżeć na plaży lub ponurkować. Wolę chyba jechać w późniejszym terminie spokojnie rozkoszując się wolnym czasem na południu Europy, lecz decyzja należy do każdego. Jesteśmy osobami dorosłymi i to my decydujemy o naszym życiu, dlatego do każdej wakacyjnej decyzji dołączam życzenia udanego i spokojnego pobytu :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      free_malinka88
      Czas publikacji:
      środa, 05 sierpnia 2015 10:49

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa